Sporo czasu zajęła mi lektura „Orlando” Virginii Woolf, ale mam tą powieść już za sobą. Nie napiszę, że mam tą przyjemność za sobą, bo muszę być szczera, żadna to przyjemność nie była. Parafrazując słowa samej Woolf: mój szacunek dla druku stanął przed ciężką próbą. Pewnie jeszcze kilka lat temu, po 20 lub 30 stronach strzeliłabym tą książką na najwyższą półkę i nigdy więcej do niej bym nie zaglądnęła. Jednak teraz stało się inaczej. Postanowiłam ambitnie przeczytać „Orlando” do końca, co krok kalecząc swoją wytrzymałość i wystawiając się na dość częste bóle głowy. Każdy, kto próbował czytać „Orlando”, wie o czym mówię. To cholernie ciężki kawał literatury do strawienia. I choć historia, jaką opowiada nam Virginia Woolf jest naprawdę ciekawym tematem, to jednak według mnie, w warsztacie Woolf, stała się produktem zbyt wydumanym. Bo historia Orlando, który/która na początku powieści jest chłopcem, a w połowie przeistacza się w kobietę, jest znośna. Bo zabawa czasem, który Woolf rozciąga na kilka stuleci, też jest do przyjęcia. Ale tym, co mnie non-stop denerwowało, to ciągłe przerywniki Woolf, która nazywa się biografem, spisującym dzieje Orlando. Nie dość, że opowieść o losach Orlando nie jest ciągła, składa się z obrazków, bo przeskakujemy od jednego wydarzenia do innego, bez zachowania płynności, to na dodatek Virginia Woolf – biografka, swą elokwencją i manierą pisarską, co rusz raczy nas opisami natury. (A ja należę do tych czytelników, którzy nie lubią od czasów szkolnych opisów przyrody w powieściach). Ale opisy przyrody – natury to jedno. Opowieść o życiu Orlando jest przeplatana refleksjami dotyczącymi natury płci, czy raczej dwoistości natury ludzkiej, w której pierwiastek męski i pierwiastek żeński są nieodłącznymi elementami natury każdego człowieka. Ta kwestia mnie ciekawi, ponieważ uważam, że natura ludzka, płciowość człowieka, jest wielką tajemnicą. Czytając „Orlando” zadałam sobie pytanie, po co Woolf opisując dzieje Orlando wplatała w wiersze swojej powieści te dygresje, te refleksje? Tłumaczy to chyba osobowość pisarki - feministki, depresyjna natura, załamania nerwowe, pobyt w zakładzie psychiatrycznym, w opinii badaczy literatury również wykorzystywanie seksualnie przez swoich przyrodnich braci, a także orientacja seksualna Virginii, skierowana bynajmniej nie do mężczyzn, na dodatek samobójcza śmierć. Wydaje się, że biografia samej Virginii Woolf musi być niesamowita. Wystarczy obejrzeć film „Godziny”, w którym Nicol Kidman zagrała postać Virginii Woolf.
Wracając do „Orlando” powiem, że Woolf wystarczająco mnie wymęczyła, aby w następnej pięciolatce nie sięgnąć po żadną z jej powieści. Niech inni twierdzą, że jest ona jedną z czołowych postaci literatury modernistycznej XX wieku. Niech inni twierdzą, że "Orlando" jest zaliczane do klasyki literatury XX wieku. Ja twierdzę, że są po tysiąckroć lepsze powieści klasyczne, które sprawiają po tysiąckroć większą przyjemność czytania.
Wracając do „Orlando” powiem, że Woolf wystarczająco mnie wymęczyła, aby w następnej pięciolatce nie sięgnąć po żadną z jej powieści. Niech inni twierdzą, że jest ona jedną z czołowych postaci literatury modernistycznej XX wieku. Niech inni twierdzą, że "Orlando" jest zaliczane do klasyki literatury XX wieku. Ja twierdzę, że są po tysiąckroć lepsze powieści klasyczne, które sprawiają po tysiąckroć większą przyjemność czytania.
