"Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią."

"Malina" Ingeborg Bachmann

piątek, 11 lipca 2008

cytaty

Oto słowa, które są ważne. Jak wielu z nas przeżywa podobny stan euforii, który towarzyszy podczas obcowania z książkami. Skąd pochodzą te cytaty? Sądzę, że niektórym wydadzą się znajome. Niektórzy już wiedzą, jakiej książce poświęcam teraz swój czas i już od samego początku wiem, że ten czas na pewno nie będzie stracony. Po lekturze V. Woolf nadszedł czas na prawdziwy literacki deser.
.............................................................................................................................................................
"Siadam na kanapie, rozglądam się i uświadamiam sobie, że od dawna szukałem tego miejsca. Szukałem na świecie takiego właśnie cichego zakątka. Lecz do tej pory było to jedynie tajemnicze wyimaginowane miejsce. Nie mogę jeszcze uwierzyć, że ono naprawdę istnieje. Zamykam oczy, biorę oddech i wchłaniam je w siebie jak delikatną chmurkę. Wspaniałe uczucie. Powoli głaszczę kremowy pokrowiec kanapy. Wstaję, podchodzę do pianina, podnoszę pokrywę i delikatnie kładę palce na lekko pożółkłych klawiszach. Zamykam pokrywę i chodzę po starym dywanie z wzorem winnych gron. Poruszam staromodną klamką okna. Zapalam i gaszę lampę stojącą. Oglądam kolejno obrazy na ścianach. A potem znów siadam na kanapie i zaczynam czytać. Skupiam się na książce.”
..............................................................................................................................
„Wchodzę samotnie w świat pomiędzy kartkami książki. To moje ulubione uczucie.”

c.d. wspomnień z dzieciństwa

W ramach uwieczniania mojego dzieciństwa postanowiłam, będąc w mieszkaniu rodziców, odnaleźć moją ukochaną zabawkę. Pamiętam, że prosiłam mamę, aby jej nie wyrzucała. Poszukałam i znalazłam. Oto ona, ni to pluszak, napewno nie miś, zdecydowanie płci żeńskiej. Podobno jak już stawiałam małe kroczki po pokoju, to trzymałam ją za rękę i ciągnęłam za sobą. Jest przybrudzona, ale strach ją prać, aby się "nie zepsuła". Jest do dziś urocza i ma takie czułe spojrzenie. Ma prawie tyle lat co ja. Postanowiłam nigdy jej nie wyrzucić.




sobota, 5 lipca 2008

ORLANDO Trailer

Książka mnie nie zachwyciła, ale film musi być przepiękny. Uwielbiam filmy kostiumowe,a epoki, przez które Virginia Woolf przeprowadziła Orlando, są barwne i jak najbardziej ich wyjątkowość można przekazać właśnie w dziele filmowym.

"Orlando"

Sporo czasu zajęła mi lektura „Orlando” Virginii Woolf, ale mam tą powieść już za sobą. Nie napiszę, że mam tą przyjemność za sobą, bo muszę być szczera, żadna to przyjemność nie była. Parafrazując słowa samej Woolf: mój szacunek dla druku stanął przed ciężką próbą. Pewnie jeszcze kilka lat temu, po 20 lub 30 stronach strzeliłabym tą książką na najwyższą półkę i nigdy więcej do niej bym nie zaglądnęła. Jednak teraz stało się inaczej. Postanowiłam ambitnie przeczytać „Orlando” do końca, co krok kalecząc swoją wytrzymałość i wystawiając się na dość częste bóle głowy. Każdy, kto próbował czytać „Orlando”, wie o czym mówię. To cholernie ciężki kawał literatury do strawienia. I choć historia, jaką opowiada nam Virginia Woolf jest naprawdę ciekawym tematem, to jednak według mnie, w warsztacie Woolf, stała się produktem zbyt wydumanym. Bo historia Orlando, który/która na początku powieści jest chłopcem, a w połowie przeistacza się w kobietę, jest znośna. Bo zabawa czasem, który Woolf rozciąga na kilka stuleci, też jest do przyjęcia. Ale tym, co mnie non-stop denerwowało, to ciągłe przerywniki Woolf, która nazywa się biografem, spisującym dzieje Orlando. Nie dość, że opowieść o losach Orlando nie jest ciągła, składa się z obrazków, bo przeskakujemy od jednego wydarzenia do innego, bez zachowania płynności, to na dodatek Virginia Woolf – biografka, swą elokwencją i manierą pisarską, co rusz raczy nas opisami natury. (A ja należę do tych czytelników, którzy nie lubią od czasów szkolnych opisów przyrody w powieściach). Ale opisy przyrody – natury to jedno. Opowieść o życiu Orlando jest przeplatana refleksjami dotyczącymi natury płci, czy raczej dwoistości natury ludzkiej, w której pierwiastek męski i pierwiastek żeński są nieodłącznymi elementami natury każdego człowieka. Ta kwestia mnie ciekawi, ponieważ uważam, że natura ludzka, płciowość człowieka, jest wielką tajemnicą. Czytając „Orlando” zadałam sobie pytanie, po co Woolf opisując dzieje Orlando wplatała w wiersze swojej powieści te dygresje, te refleksje? Tłumaczy to chyba osobowość pisarki - feministki, depresyjna natura, załamania nerwowe, pobyt w zakładzie psychiatrycznym, w opinii badaczy literatury również wykorzystywanie seksualnie przez swoich przyrodnich braci, a także orientacja seksualna Virginii, skierowana bynajmniej nie do mężczyzn, na dodatek samobójcza śmierć. Wydaje się, że biografia samej Virginii Woolf musi być niesamowita. Wystarczy obejrzeć film „Godziny”, w którym Nicol Kidman zagrała postać Virginii Woolf.
Wracając do „Orlando” powiem, że Woolf wystarczająco mnie wymęczyła, aby w następnej pięciolatce nie sięgnąć po żadną z jej powieści. Niech inni twierdzą, że jest ona jedną z czołowych postaci literatury modernistycznej XX wieku. Niech inni twierdzą, że "Orlando" jest zaliczane do klasyki literatury XX wieku. Ja twierdzę, że są po tysiąckroć lepsze powieści klasyczne, które sprawiają po tysiąckroć większą przyjemność czytania.

środa, 2 lipca 2008

aktualnie do czytania mam

Ponieważ Inne Panie Blogowiczki (tu ukłon do wszystkich) pokazują, co czytają, pokażę i ja. Ponieważ mam spore zaległości w czytaniu, zebrałam te oto książki:

Aktualnie czytam "Orlando" Virginii Woolf (tu puszczam oko do Chihiro). Przyznam, że wolno mi idzie, ale ta lektura w czytaniu łatwa nie jest. Podczytuję też opowiadania Woodego Allena. Powolutku. Ostatnio chodzę bardzo późno spać i na czytanie mam niewiele czasu.

Na "Kafkę nad morzem" H. Murakami już się cieszę. Orhana Pamuka chcę skosztować - to kolejny z Noblistów (2006 r.), którego chcę poznać. "Cząstki elementarne" Michela Houellebecqa już mnie kuszą. Czekają jeszcze "Cienie w raju" E. M. Remarque - bo "Łuk Triumfalny" mnie zauroczył, chciałam strasznie skosztować calvadosu, który w tej książce non-stop pił doktor Ravic. A na dole dodatek z GW: "Kot, który czytał wspak".