"Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią."

"Malina" Ingeborg Bachmann

poniedziałek, 24 września 2012

From Afar



Wiecie, że lubię mocniejsze granie?
Odkryłam niedawno pewien zespół z mojego miasta -  From Afar grający intrygującą odmianę metalu vel alternatywnego rocka. I co? I przyznaję, że ogromnie mi się spodobało. Nawet dziś kupiłam od chłopaków płytkę, byli tak mili, że podeszli (oczywiście nie wszyscy) do miejsca mojej pracy, abym mi ją dać. Jestem lokalną patriotką i lubię wspierać ludzi stąd. A From Afar naprawdę gra znakomicie. Życzę chłopakom powodzenia, aby zaistnieli w świecie. Jeśli czyta mnie ktoś z Rzeszowa to powiem, że w Red Zone 18 października br. będą grać. Może wybiorę się na koncert! Może ktoś z Was mnie rozpozna?


"Zgred" - Rafał Ziemkiewicz

 „Dosyć sztywną mam szyję
I dlatego wciąż żyję
Że polityka dla mnie to w krysztale pomyje
Umysł mam twardy jak łokcie
Więc mnie za to nie kopcie
Że rewolucja dla mnie to czerwone paznokcie”

„Autoportret Witkacego” – Jacek Kaczmarski,  1980 r.


Nie oglądam żadnych wiadomości w TV, nie słucham o żadnych politycznych wojenkach, słownych naparzankach i diabolicznych szwindlach. Nie wierzę politykom. Dla mnie oni wszyscy są siebie warci, jedni gorsi od drugich, działają w myśl zasady: umarł król – niech żyje król. Każdy szuka dojścia do koryta, aby się nażreć, aby jak najwięcej zagarnąć pod siebie.  A wszystko w imię dobra, a wszystko w imię sprawiedliwości, a wszystko w imię równości.  Kaczmarski ujął temat znakomicie, polityka to w krysztale pomyje.
Dlatego nie napiszę o politycznej stronie książki Rafała Ziemkiewicza „Zgred”. Nie będę się rozwodzić nad słusznością jego poglądów i stanowiska. Tę warstwę książki pominę. Powiem jedynie, że autor wcale nie jest zajadłym i zacietrzewionym w oglądzie i ocenie naszej polskiej rzeczywistości. Wręcz przeciwnie, wystawia niekiedy mądre i wyważone, choć niepozbawione subiektywnej oceny, komentarze. Obiektywnym być nie może, bo po to pisze powieść, aby dać wyraz swoim sympatiom i antypatiom.  Dla mnie ciekawszą stroną książki jest ta dotycząca życia prywatnego bohatera, niejakiego Rafalskiego.  I choć Ziemkiewicz zastrzega, że Rafalski to postać fikcyjna, jakoś trudno nie utożsamiać go z autorem.  Nazwisko będące nawiązaniem do imienia, zawód wykonywany przez bohatera, nawet imię żony (córek pewnie też) są identyczne z prawdziwymi. Ziemkiewicz pisze o życiu, które jest mu znajome i bliskie. Rzeczywiste wzorce są łatwo zauważalne.  Zapewne również choroba, z jaką zmaga się bohater „Zgreda”, jest znana Ziemkiewiczowi.  Świetnie sportretował rodzinę Rafalskiego, świetnie oddał to, co czuje mężczyzna po czterdziestce, którego los nagle obdarował drugą młodą żoną i dwójką uroczych małych córeczek. Nie mogę nie napisać, że „Zgreda” czyta się jak pewnego rodzaju pamiętnik, wszak to zapiski z kilku pierwszych miesięcy roku 2010. Czyta się znakomicie, bo Ziemkiewicz warsztatowo jest znakomity. Potrafi wpleść w historyczno-polityczne wywody codzienność, w której ważną rolę odgrywa rodzina. Tymi niekiedy zabawnymi wstawkami o rodzinie ociepla wizerunek dziennikarza, któremu przyklejono łatkę prawicowego.  Nie mam żadnych wątpliwości, że Ziemkiewicz świetnie pisze, ma lekkie pióro i błyskotliwe myśli.  To, że babra się w polityce, to już inna bajka. Nie mam zamiaru pisać, że jego lektura spowodowała we mnie jakąś zmianę, że nagle spostrzegłam, iż jestem przez polityków oszukiwana, że zakłamuje się prawdę, że dokonuje się retuszu na niedawnej historii… Nie! Daleko mi do prawicowego światopoglądu. Ale czasami łapię się na tym, że nikomu ufać nie można. Każdy ma jakiś interes.
Natomiast dla poszerzenia własnych horyzontów z ciekawością sięgnęłam po „Zgreda”.  I wcale tego nie żałuję.

niedziela, 9 września 2012

"Rant" - Chuck Palahniuk

„Rant Casey w radiu dla kierowców Jatka-Gratka: …a jeśli rzeczywistość to nic innego jak choroba?”

Mam dość wdzięcznych recenzji, z których nie wynika nic. Zauważyłam tendencję popularności książek lekkich, łatwych i przyjemnych. Mam inne potrzeby, inną orientację, inne zapatrywanie. Jeśli chcecie błogich treści, to odpuśćcie sobie lekturę moich słów. Ja książek nie streszczam, nie zajmuję się ich analizą. Piszę o tym, co robią z moim mózgiem i z moim sercem. Więc więcej tu o mnie, niż o książce. 

Nie „robię” na co dzień w słowie. Nie silę się na oryginalność. Nie muszę być błyskotliwa, nie muszę mieć rzeszy bijących brawa czytelników. Klakierom mówię stanowcze nie. Nie mam aspiracji do bycia sławną, modną i wygodną blogerką. Jestem, jaka jestem. Nijaka, bezbarwna, za wysoka dla niskich, za gruba dla chudych. Mam to gdzieś, że się mnie nie lubi, że moje słowa ma się w głębokim poważaniu. Pisanie jest dla mnie czymś w rodzaju autoterapii, a nie autopromocji. Nie zarabiam na pisaniu i nie żyję z pisania. Mam prawo do wyrażania własnych poglądów i wcale nie musisz się ze mną zgadzać. Szanuję ludzi z zasadami i mających charyzmę. Rozgoryczonym i próbującym się dowartościować moim kosztem śmiało patrzę w oczy mówiąc gdzie mogą mnie pocałować. Życie to nie głupie pudełko z czekoladkami, tylko równia pochyła. Im więcej czasu za mną, tym większą przyjemność sprawia mi patrzenie nie przed siebie, ale nad siebie. Pragnę wrócić tam, skąd przybyłam.  Albo cofnąć się w czasie, aby coś zmienić.

"Największą pociechą, jaką oferuje nam los, jest to, że możemy spojrzeć przez ramię i zobaczyć długą kolejkę ludzi, którzy mają w życiu gorzej niż my."

O „Rancie” Chucka Palahniuka powiem nie za wiele. Ale za to mocno. A zatem zaczynam:
 Za cholerę nie włożyłabym ręki do jakiejś dziury w ziemi, jakiejś nory w piachu, żeby mnie ugryzł wąż, albo jakiś gryzoń! Nie będę się samookaleczać i zatruwać swojego ciała jadem np. czarnej wdowy! Brzydzę się pająkami. Dla mnie te stworzenia mogłyby w ogóle nie istnieć. Nie jestem masochistką. Przesadną pedantką też nie jestem, ale kogoś takiego jak Rant w życiu bym nie dotknęła. Prędzej pozwoliłabym się zakuć i zakneblować, niż zbliżyć do takiego monstrum jak Rant. Nie mam na tyle odwagi, aby świadomie zarazić się wścieklizną. Nawet, jeśli wyostrza ona zmysły i potęguje wrażenia.  Dziękuję za taką adrenalinę. Wolę pączka z lukrem albo krówki-ciągutki, dzięki nim poziom endorfin rośnie u mnie skutecznie. Absolutnie stronię od takich osobników jak Rant. On jest samym złem, wcielonym złem, chodzącym koszmarem. Obrzydliwym, obleśnym typkiem igrającym z życiem na każdym kroku.

Paradoks polega jednak na tym, że strasznie mi go żal. A to wszystko to wina Chucka Palahniuka, bo igra sobie z czytelnikiem tworząc obrzydliwą historię, która intryguje. Brzydota potrafi czarować i ujmować, to wiem nie od dziś. Jest o niebo ciekawsza od piękna, bo jest nieprzewidywalna, niesymetryczna, nieproporcjonalna. Ale żeby rozczulać się nad kimś takim jak Rant? Oszalałam całkowicie. A jednak. Nie będę opisywać niesmacznych i perwersyjnych historyjek z jego życia, nie będę obrzydzać go wam bardziej, ale uwierzcie mi, że Rant budzi litość i współczucie. Chciałoby się go wziąć do domu i porządnie wyszorować, ubrać w czyste ciuchy, położyć w czystej pościeli. Tylko że następnego dnia Rant z waszego pięknego pokoiku uczyniłby… ech… no niesmaczne, nie powiem….
Rant to nietuzinkowa postać.  Jego umiejętności jednych przerażają, innych zadziwiają.

„Echo Lawrence: Całując mnie w usta, Rant opowiada, że sitko od mojego prysznica jest z mosiądzu, nie z chromowanej stali. Na podstawie mojego zapachu i smaku stwierdza, że śpię na poduszkach wypchanych gęsim puchem. I że mam w sypialni świecę o zapachu kokosa, której ani razu nie zapaliłam.”

Chuck Palahniuk ma wyjątkową manierę tworzenia karykaturalnych historyjek, mocno przejaskrawionych i wynaturzonych. Im więcej u niego brudu, tym większą siłę rażenia ma jego powieść. Po prostu zwala z nóg. Wbija w fotel. Wywołuje grymas odrazy na twarzy. Poważnie. A jednak chłonę jego prozę z lubością. Owszem, są u Palahniuka i słabsze książki, które można sobie odpuścić. Ale jest kilka, które powalają.  „Rant” plasuje się gdzieś po środku.  Fabuła jest bardzo dobra, ale spora część książki mogłaby zostać wycięta bez żadnej szkody dla całokształtu. W zasadzie chyba nie ja jedna po lekturze stwierdzam, że środek „Ranta” to zbędna treść. Wrażenie robi początek: dzieciństwo Ranta i zakończenie powieści: wyjaśnienie zagadki Ranta.

Wątkiem, który zasługuje na szczególną uwagę w najnowszej powieści amerykańskiego pisarza, jest historia „narodzin” tytułowego bohatera. A właściwie mówiąc jego pochodzenie, jego tożsamość i jego genetycznie zmanipulowane DNA. 

"I przyszłość, która cię czeka jutro, nie będzie tą samą przyszłością, która czekała cię wczoraj."

Jeśli ktoś wnikliwie przeczyta powyższy cytat, to zauważy, że czas wcale nie jest linią prostą, której nie da się zakrzywić. Czas to równie tajemnicze zjawisko, jak czarne dziury w centrum galaktyki.  Pomyślcie, co by było gdybyście mogli cofnąć się w czasie i spotkać się z własnym dziadkiem, albo babką. Co gorsze, co by było, gdybyście z własnym dziadkiem, albo babką spłodzili dziecko?  Czasem lepiej nie wiedzieć, co by było gdyby. Nie będę tłumaczyć, jaki to ma związek w powieścią Palahniuka, przeczytacie książkę, znajdziecie odpowiedź.

Ostrzegam, że Palahniuk nie jest grzecznym i ckliwym pisarzyną, nie znajdziecie u niego prostych treści, tworzy on skomplikowane portrety ludzi z marginesu. W jego świecie człowiek zmaga się z własnym demonem. A wokół nas są tysiące demonów, mitów, zabobonów, schematów i wzorców, od których chcemy się uwolnić, aby skosztować prawdziwego życia. Czasem, by się od tego uwolnić wystarczy party crashing. Rant w swojej obrzydliwości jest szczwanym lisem rozumiejącym więcej, niż niejeden z was!

„Tina Jakaśtam (party crasher): Olewka. Nikt wam nie powie, co jest prawdziwym celem party crashingu. Śmiało, wmawiajcie sobie, że po prostu wszyscy się wygłupiamy. Gromada odmóżdżonych pacanów, których podnieca to, że rozbijają własne wozy, wjeżdżając w inne.
Zresztą większość tych kretynów działa w oparciu o plotki. Zasłyszane opowieści. Nikt tak naprawdę nie wie, na czym to dokładnie polega. Nikt wam nie powie, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.
Ale paru z nas zostanie bogami.” 

Za naukowe teorie na temat czasu i możliwości manipulowania życiem Chuckowi Palahniukowi należy się nagroda. Choć, fakt, nie on pierwszy porusza te tematy. Ale sposób, w jaki to robi, z pewnością zasługuje na uznanie. Mnie „Rantem” przekonuje do siebie, ale wiadomo, ja nie podniecam się jakimiś cukierniami czy rozlewiskami.



„Neddy Nelson: Chcę was spytać: czy zamiast „paradoksu dziadka” nie mógłby istnieć „paradoks babci”? Nie twierdzę, że ktoś tego dokonał, ale gdyby ktoś cofnął się w czasie i pomajstrował przy własnej przeszłości? Nie mówię o jakichś zasadniczych zmianach, chodzi o drobną kosmetykę, która mogłaby zagwarantować lepszą teraźniejszość.  To znaczy, gdybyście się znaleźli – przez przypadek – w odległej przeszłości i spotkali swoją własną praprababkę, zanim chodzenie z nią okazałoby się grzechem? A gdyby była żyletą? I powiedzmy, że zeszlibyście się ze sobą? A gdyby urodziła wam córkę, która byłaby zarówno waszą córką jak i waszą prababką? Czy widzicie, jakie to otwiera możliwości przed jakimś zboczonym, chorym umysłem? Hybryda obdarzona supermocami? I gdybyście żyli sobie dalej, uwodząc kolejne wylaszczone przodkinie, własną babkę i matkę, ulepszając swoje własne geny, żeby móc w przyszłym wydaniu – a nawet i teraźniejszym – zaistnieć jako ktoś silniejszy, mądrzejszy, bardziej szalony… załatwić sobie jakieś ekstra coś?
 

poniedziałek, 3 września 2012

...

„Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia,
nie oblekają tego faktu w słowa.” 

Julian Tuwim

piątek, 24 sierpnia 2012

"Pożądanie mieszka w szafie" - Piotr Adamczyk

Jako że bohater książki Piotra Adamczyka „Pożądanie mieszka w szafie” dostaje maile od niejakiej Miriam, ja również postanowiłam napisać do niego:


"No cóż, Piotrze Adamczyku, bohaterze książki „Pożądanie mieszka w szafie” autorstwa Piotra Adamczyka, no cóż... Nie lubię Cię. I nawet nie dlatego, że nazywasz się tak jak ten aktor, którego programowo nie znoszę, bo jest lepki, śliski i pozbawiony charakteru. Nie lubię Cię, bo tacy mężczyźni jak Ty mnie trochę denerwują. Niby dojrzali, dobrze sytuowani, zarabiający odpowiednio wysoko i mieszkający we własnym przytulnym mieszkanku, a zachowujący się jak skomlące pieski, jak dzieci, którym zabrano z piaskownicy ulubioną łopatkę. Piotrze Adamczyku, nie autorze, tylko bohaterze książki, zlituj się i ogarnij. Masz ponad 40 lat, bliżej Ci do pięćdziesiątki pewnie, a latasz za babami, jak niewyżyty pies za sukami. Jesteś jak skóro-ścigacz, patrzysz łakomym okiem na wąskie w talii dwudziestolatki noszące wyłącznie rozmiar 36. A pomyśl, że te dwudziestolatki za 15 lat mogą już nosić rozmiar 46, życie, czytaj: macierzyństwo, mąż, praca, dom, robią swoje. I co wtedy? Ano nic. Bo Tobie w głowie tylko damskie ciałka, o których mówisz z taką błogością. Zresztą Ty, Piotrze Adamczyku, bohaterze książki, wydajesz mi się okropnie sentymentalny. Twoja romantyczność mnie rozbrajała. Jak można być tak naiwnym, tak tendencyjnym, tak zniewieściałym. Jak Cię Magdalena prosiła, abyś ją klepnął w pośladek, to Ty kręcisz nosem. A weźże Ty chłopie klepnij ją!  Jak Cię poprosiła o zrobienie badań, czy Twój materiał genetyczny jest najwyższej jakości, to Ty grzecznie wybrałeś się do przychodni w celu wykonania krępujących czynności właściwych Twojej płci. Czy Ty kiedyś kobietom odmawiasz? Albo wyrażasz swoje zdanie? No, wybacz, ale baba jesteś, a nie facet! No i ta Twoja niespożyta energia! O matko! Tobie tylko jedno w głowie! Łóżko! Kobiety istnieją dla Ciebie tylko w tej konfiguracji. A żeby z którąś porozmawiać? A żeby z którąś wybrać się na wycieczkę po muzeach, po galeriach, do filharmonii? Nie! Ty się wybierzesz na Jamajkę, aby pofolgować swojej fantazji.  Rozczulasz mnie swoim spojrzeniem na damskie biusty. Wyobrażam sobie, jak z wywieszonym jęzorem gapisz się nie mogąc się powstrzymać.  No weźże zmądrzej. Ile Ty masz lat! Przecież oprócz seksu w życiu liczą się też inne wartości. Ech, ja bym Ci pokazała.  A przecież jesteś inteligentnym i błyskotliwym facetem.  Porównując Internet do Jaskini Platona zaimponowałeś mi. Trafne spostrzeżenie, pozwolisz, że będę z niego korzystać. No i to uporządkowanie, domu, ubioru, głowy.  Może należałoby trochę odpuścić, mówiąc trywialnie olać sprawę i zapuścić się, bo szczerze mówiąc, wydałeś mi się taki od A do Z, z olbrzymim naciskiem na literkę S. A tacy mężczyźni są nudni, mało męscy, pospolici, niewymagający, sztywni i schematyczni. Oj, Piotrze, oj Piotrze. Jesteś chodzącym dowodem na to, że facet nie myśli mózgiem, tylko tym, co ma w gaciach. Ups, sorry, w bokserkach albo slipach.  Poprawiłam się, bo Ty taki elegancki jesteś, nawet elegancko burzysz linię prostą równiutko ułożonych książek na półce.  A skoro taki uczciwy jesteś, bo przecież dostałeś zasłużoną „zapłatę – rekompensatę” 10 tysięcy euro, to musiałeś jej połowę do kościelnej skarbonki wrzucić? Znam sensowniejsze lokaty, a chociażby domy dziecka. Piotrusiu, uwierz mi, że kobiety są bardziej skomplikowane, niż Ci się to wydaje. A jak byś chciał wiedzieć, to to, co mówią o zielonookich to kompletna bzdura, co ma piernik do wiatraka?

Aha, no i dlaczego Twój stwórca, Piotr Adamczyk, uczynił Cię bohaterem gatunku literatury określanym mianem chick lit. Tak odbieram tą książkę, jako męskie chick lit, co zresztą tylko potwierdza różowiutka okładka.  Zdecydowanie wolę drapieżne książki, krwistych bohaterów A nie takie ciepłe kluchy. Dlatego, Piotrze – mój Ty domorosły Don Juanie, musiałam Ci tu trochę nabluzgać, nie bądź takim seksistą. Spójrz na kobiety nie z perspektywy rozporka, bo kiedyś on się na Tobie zemści i zatnie w najmniej odpowiednim momencie."

A  teraz kilka słów o książce, bo nie może być tak, że piszę list do bohatera, a nie powiem nic o książce. „Pożądanie mieszka w szafie” to lektura pełna rubasznego humoru. Przyznaję, że nie raz uśmiechałam się pod nosem. Tak się składa, że autor prowadzi bloga (a nawet nie jednego bloga a kilka) i parę historii wplątanych w fabułę znałam z bloga. Ale nie wpłynęło to na mój odbiór książki. Totalnym zaskoczeniem dla mnie była przemiana, jaka dokonała się w fabule gdzieś tak pod koniec książki. W humorystycznej historii nagle pojawił się element … kryminalny, który doprowadził do refleksyjnego zakończenia. Dlatego też zakończenie „Pożądania…” podobało mi się bardziej, niż początek.

Czy mogę jeszcze o czymś wspomnieć? A wspomnę. O okładce. No cóż, Piotrze Adamczyku, autorze „Pożądania…”, no cóż… Tej okładki nie lubię, bo jest kiczowata. Dlaczego dziurka od klucza? To prędzej judasz w drzwiach powinien być, albo okno. No cóż…