Postanowiłam uwiecznić pewne pamiątki z dzieciństwa. Będąc małą (a nawet już wcale nie taką małą dziewczynką) otrzymywałam od taty, który wtedy pracował na tzw. kontrakcie w Czechosłowacji, takie m. in. widokówki. Zachowałam te z bajkami. A dostawałam też tradycyjne pocztówki z widokami miast i miasteczek ówczesnej Czechosłowacji. Była to radość ogromna, przynajmniej raz w tygodniu w skrzynce znajdowałam widokówki. W klasie moje kartki robiły furrorę, bo spośród naszych polskich kartek, pamiętam tylko z Koralgolem, a ja miałam takie cuda. Chyba ta chęć uwiecznienia moich skarbów, to efekt wczoraj oglądanego filmu czeskiego. Jak Wam się podobają moje widokówki? ;-) Na jednej z nich, tej rozkładanej jest data... rok 1987.
Strony
"Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią."
"Malina" Ingeborg Bachmann
poniedziałek, 30 czerwca 2008
niedziela, 29 czerwca 2008
„Butelki zwrotne”
Co można oglądnąć w leniwą niedzielę? Z pewnością odpada thriller, bo nie chcę się bać; odpada też wymagający skupienia głęboki dramat, bo leniwa niedziela, to czas na coś zupełnie spokojnego i lekkiego. Bynajmniej nie może to być jedna z miliona podobnych do siebie amerykańskich komedii, bo to nie mój gust i nie ten ciężar gatunkowy. W leniwą niedzielę można oglądnąć „Butelki zwrotne”. Czeski film, spokojny, nastrojowy ze specyficznym humorem, który chyba nie może istnieć bez lekkiego podtekstu miłosnego. Ja czeskie filmy uwielbiam oglądać.
O, choćby filmy takie jak: „Sex w Brnie” (oryginalny tytuł "Nuda v Brně”), „Pupendo”, "Dzikie pszczoły", „Obsługiwałem angielskiego króla” i „Postrzyżyny” (na podstawie B. Hrabala), czy „Kola”. Kino czeskie ma swój niepowtarzalny klimat, albo jest to gorzko-komiczna, groteskowa przesada w pokazaniu rzeczywistości, albo spokojne i ciepłe ujęcie zwyczajnych ludzi. „Butelki zwrotne” to właśnie film spokojny, momentami nawet nudny (niestety), ale ogląda się przyjemnie. Główny bohater to 65-letni mężczyzna, który rezygnuje z posady nauczycielskiej i znajduje pracę w punkcie zwracania butelek w jednym supermarketów. Przypomniałam sobie swoje dzieciństwo i takowe okienko do zwracania butelek. Z jaką radością się szło oddać butelki, aby dostać jakieś pieniążki. Dziś już takich okienek w sklepach nie ma... A zatem bohater filmu pracuje w takim sklepowym okienku. I spora część filmu ma związek z tym okienkiem. Ale praca to raczej nie główna treść filmu, tu chodzi o coś więcej. O starość, jesień życia, schyłek życia, przed którym ten mężczyzna jakby uciekał, dlatego chce pracować, by czuć się potrzebnym. Trochę mało w tym filmie Pragi. Trochę humor jakby przygasły. Ale ogólnie film jest ciepły i w sam raz na leniwą niedzielę.
piątek, 20 czerwca 2008
Bułat Okudżawa
„... Ach, panie, panowie,
ach, panie, panowie,
ach, panie, panowie,
czemu ciepła nie ma w nas?
Co było, to było,
co było, to było,
co było, to było,
nie wróci drugi raz.
Ach, panie, panowie,
ach, panie, panowie,
ach, panie, panowie,
już ciepła nie ma w nas.
Co było, to było,
minęło jak miłość,
prześniło, przelśniło
- wyśniło się do dna ...”
Wracając dziś z teatru nuciłam sobie ten refren. Słowa Agnieszki Osieckiej do muzyki Bułata Okudżawy. Byłam na urokliwym spektaklu, a raczej koncercie zatytułowanym po prostu "Okudżawa - najpiękniejsze piosenki". Spektakl powstał w tarnowskim Teatrze im. L. Solskiego i w dniu dzisiejszym gościł na deskach teatru w moim mieście. Koncert króciutki, nieco ponad godzinę, ale bardzo przyjemny i nastrojowy. Zaledwie 17 utworów Bułata Okudżawy zaśpiewanych przez trójkę aktorów. Aby łatwiej było usłyszeć Okudżawę, pieśni były wykonywane w języku polskim. Jedynie ostatnia „Modlitwa” zaśpiewana została w języku rosyjskim. Pieśni Okudżawy, znane mi, ale nieszczególnie zbyt często słuchane, co raz poruszały moją wrażliwość. Duszoszczipatielnyj nastrój był, a owszem. Bo jak się słucha o papierowym żołnierzyku, odważnym i zawziętym, który zginął w ogniu, to jak się nie zadumać. Albo, jak się nie uśmiechnąć, kiedy się śpiewa o Wańce, który porzucił swą Marusię dla innej pani, z którą szalał co noc. Oprócz nastroju była i tęsknota, bo w pieśniach Okudżawy tęsknota jest między wszystkimi wierszami. Tęsknotę się czuję w każdej nucie i w każdym słowie. Za czym? chyba za lepszym, piękniejszym życiem. Każdy z nas tęskni, choć nie zawsze o tym mówimy, nie zawsze się przyznajemy... O jeszcze jednym powinnam napisać. W trakcie pieśni, której refren przytoczyłam na wstępie, miałam olbrzymią ochotę wychylić kielicha z jakimś diabelskim trunkiem. Może to sprawa duchoty w teatrze, a może po prostu te pieśni mają tą nieopisaną moc, która szepce człowiekowi, co przy tęsknocie przynosi ukojenie. Tak wiem, wiem, złudne ukojenie... No ale ja przecież nie lubię mocnych trunków. Tym bardziej jestem zaskoczona tym nagłym westchnieniem...
Ach panie, panowie - Krystyna Sienkiewicz i Piotr Fronczewski
Ten utwór pochodzi ze sztuki słowno -muzycznej "Apetyt na czereśnie". Teksty piosenek napisała Agnieszka Osiecka. Tę finałową piosenkę na życzenie Osieckiej dopisał jej przyjaciel - Bułat Okudżawa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)