
Co można robić jadąc pociągiem? Można czytać książkę. Oczywiście, o ile w przedziale nie siedzą osoby podobne do tych, które towarzyszyły Adasiowi Miauczyńskiemu. Wtedy czytanie jest niemożliwe. Wtedy jedyną czynnością, o jakiej się marzy, jest ucieczka.
Wczoraj wybrałam się w podróż do Krakowa, spędziłam około 5 godzin w pociągu (licząc tam i z powrotem). Na szczęście osoby towarzyszące mi w przedziale były ciche i nie przypominały przekupek, nachalnych damulek i trajkoczących nastolatek. Miałam warunki sprzyjające lekturze. Dzięki temu udało mi się wczoraj przeczytać „Kieszonkowy atlas kobiet” Sylwii Chutnik.
Wczoraj wybrałam się w podróż do Krakowa, spędziłam około 5 godzin w pociągu (licząc tam i z powrotem). Na szczęście osoby towarzyszące mi w przedziale były ciche i nie przypominały przekupek, nachalnych damulek i trajkoczących nastolatek. Miałam warunki sprzyjające lekturze. Dzięki temu udało mi się wczoraj przeczytać „Kieszonkowy atlas kobiet” Sylwii Chutnik.
Lektura mnie trochę przybiła, bo nie jest to nic wesołego, ani rozrywkowego. To książka o dramatach kobiet. Dramatach codziennych, które dzieją się w każdym bloku, na każdym osiedlu, w każdym mieście.
Bohaterki „Kieszonkowego atlasu kobiet” to mieszkanki kamienicy przy ulicy Opaczewskiej na warszawskiej Ochocie. Są Warszawiankami w każdym calu. Z krwi i kości. Żyją wspomnieniem wojny. Mają naturę warszawskiego cwaniaczka pijącego tanie wino. Mają wyobraźnię pełną pomysłów. Lepiej nie wchodzić im w drogę, bo mogą zabić wzrokiem, jak bazyliszek. Są zależne i podporządkowane mężczyznom, ojcom, mężom. Są przypisane do roli gospodyni domowej, bez prawa do własnego szczęścia. Ciągła walka z własnym losem jest dla nich tragiczna w skutkach. Żyją w samotności i umierają zepchnięte przez społeczeństwo w piwnicach, giną w falach Wisły, skaczą z okna.
Czarna Mańka, kobieta odrzucona przez rodzinę, staczająca się na dno, ludzka wywłoka, zapijaczona i brudna, budząca ogólne obrzydzenie. Wożąca w wózku dziecko, które poroniła; maleńkiego strupa, niewidocznego dla przechodniów. Wariatka, dla której wyimaginowana córka i opieką nad nią, stała się najważniejszym celem w życiu.
Pani Maria Wachelberska, łączniczka w Powstaniu Warszawskim, samotna staruszka, której olbrzymi kłopot sprawiają codzienne wyjścia po zakupy. Żyjąca wspomnieniami, bojąca się, że ktoś odkryje prawdę o jej pochodzeniu i jej życiu.
Paniopan Marian, niegroźny osobnik, kobieta w ciele mężczyzny, ale tylko wewnętrznie. Żaden homo. Człowiek o ciepłym usposobieniu, uczynny, skory do pomocy, wyszywający wieczorami makatki i trzymający w szafie własnoręcznie uszytą suknię ślubną.
Jedenastoletnia Marysia Kozak. Mała dziewczynka o morderczym wzroku. W dzień grzeczna, modląca się do Maryji Panny, a w nocy mały potwór, wandal. Niszcząca piwnice, zatykająca rury wydechowe w samochodach, podpalaczka miejscowego bazaru.
Oprócz tych osób Sylwia Chutnik świetnie sportretowała wiele innych kobiet. Bezimiennych, wykonujących szarą, brudną robotę: m. in. handlary z bazaru, urzędniczki, pielęgniarki, bufetowe. Polskie Matki i Gospodynie. Wszechstronne i wielofunkcyjne, jak robot kuchenny.
„Polskich kobiet nie przyniósł przecież bocian, tylko znaleziono je w siatce. Reklamówce, torbie, woreczku. Noszą te swoje jakby-łożyska ze sobą od urodzin do śmierci.”
„A Polska Matka, wiadomo, nie umiera ot tak sobie, tylko wstępuje do nieba. Normalnie bez biletu, na cwaniaka, siada na odkurzacz okrakiem i pędzi na samą górę. Tam przybija piątkę z Maryją i leci zmywać naczynia po ostatniej wieczerzy.”
Kiedy coś zaczyna szwankować w psychice kobiety, pojawiają się takie myśli:
„Ktoś za mnie rodzi moje dzieci, ktoś za mnie żyje i kocha. Ach, targnąć się w szale, w rozpaczy rzucić się z okna. Zabić się.”
Sens życia jest zaliczony, jak się ma ciepły dom, dobrego i niepijącego męża, a także pełną lodówkę. Ale co wtedy, kiedy kobiecie to nie wystarcza? Kiedy czuje, że coś ją omija? Kiedy staje się smutna i zgorzkniała? Wtedy rodzi się jej prywatny dramat. Dramat egzystencjalnej pustki, szarej rzeczywistości chleba powszechnego. Cicho odgrywany każdego dnia, zgodnie z tradycją podzielony na akty i sceny. Zakończenie jest tragiczne.
Sylwii Chutnik udało się ukryć pod warstwą humoru gorzką prawdę o życiu polskiej kobiety.
Lekkim stylem, w którym słychać język ulicy, potrafiła stworzyć książkę o tym, co ważne i zasługujące na zastanowienie. Książka jest mocna i prowokacyjna. Kobieca, jak brazylijskie tasiemce. Krwawa, jak filmy Quentina Tarantino. Ja jestem pod wrażeniem jej literackiego debiutu.
dopisek:
Jeśli macie ochotę zobaczyć fragment sztuki teatralnej na podstawie tej książki, to zajrzyjcie tu.


