"Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią."

"Malina" Ingeborg Bachmann

czwartek, 11 listopada 2010

"Statek" - Stefan Mani


Przeczytałam niesamowity i naprawdę hipnotyzujący thriller! Ja, zatwardziały szczur lądowy, odbyłam przerażający rejs niemalże przez cały Ocean Atlantycki (po prawdzie rejs na kartach powieści, ale niezwykle emocjonujący i pełen diabelskich przygód!). Mowa o „Statku” islandzkiego pisarza Stefana Mani.

Ta powieść to przerażająca bajka. Należy uważać, aby nie znaleźć się bez przytomności w kajucie, bo wtedy ktoś może cię wyrzucić głową do morza. „I bajkę by szlag trafił.” Ale do rzeczy! O bajce w pewnej chwili mówi Diabeł, a właściwie Jon Karl Esrason, jeden z najniebezpieczniejszych, ale i najtwardszych mężczyzn płynących frachtowcem „Per Se” z Islandii do Surinamu, państwa położonego w północno-wschodniej części Ameryki Południowej. Diabeł znalazł się na statku przypadkowo. Ale reszta dziewięcioosobowej załogi frachtowca płynie w planowy rejs po załadunek. I byłaby to zwykła opowieść o ludziach morza, o ich zmaganiach z ciężką pracą na statku, gdyby nie fakt, że Stefan Mani z tej opowieści uczynił przeraźliwą historię ludzi, którzy uciekając przed jednym piekłem trafiają na drugie, jeszcze gorsze.

Bohaterami „Statku” są marynarze, którzy zabierają ze sobą w rejs olbrzymi bagaż, tyle że nie fizyczny, ale psychiczny! I to ten bagaż staje się przyczyną katastrofy. W jednym miejscu i w tym samym czasie kilku mężczyzn skrywających tajemnice, o dziwnych usposobieniach, niezbyt kryształowej przeszłości i niecnych zamiarach zostaje wplątanych w najgorszy z możliwych scenariuszy. Statek rusza w rejs. Jednakże nie wszystko idzie zgodnie z planem. Dochodzi do aktów sabotażu: ktoś przecina przewody i statek traci radar, łączność satelitarną i radiostację. Kontakt ze światem zostaje odcięty. Nikt nie wie, kto jest przyjacielem, a kto wrogiem. Ale to nie wszystko. Pojawiają się następne przeszkody, ktoś majstruje przy silniku. Załoga wpada w tragiczną w skutkach sytuację: statek bez sprawnych silników dryfuje po Atlantyku. To jednak jeszcze nie koniec złego snu… Szalejący na oceanie huragan jest mnie straszny, choć oczywiście niebezpieczny, niż to, co los przyszykował dla załogi „Per Se”.

Taki właśnie jest ten thriller Stefana Mani. Mroczny, gęsty od wszechobecnego zła, od lęków, zasadzek, domysłów i zbrodni. Bo każdy z marynarzy ma coś na sumieniu: niezałatwione porachunki na lądzie, wyniszczające organizm nałogi, rozpadające się związki z kobietami albo zamiłowanie do czarnej magii.

Stefan Mani z niesamowitym zawzięciem tworzy historię przypominającą nocny koszmar. Ten koszmar zostaje spotęgowany miejscem akcji, przypominającym piekielną otchłań oceanem. Również fakt, że sporo akcji odbywa się nocą dodaje dodatkowego dreszczyku emocji. Niesłychanie realistyczny obraz walki o przetrwanie budzi grozę i przerażenie. Przyznaję, że fabuła wciąga niesamowicie, niejednokrotnie byłam zaskakiwana przez autora kolejnymi scenami tego złego snu. Bo tu zbrodnia goni zbrodnię, zło czai się w każdej części tego przeklętego statku.

Dziewięciu bohaterów rozgrywającej się na statku historii to dziewięć odrębnych tragedii. Tak, jak wspomniałam wcześniej, skrywają oni swoje tajemnice. Kapitan Gudmundur Berndsen, majtek Saeli, sternik Jonas, bosman Runar, mechanik Johan Wielkolud, Jon Prezydent – pierwszy oficer, Palacz – drugi mechanik, kuk Asi oraz Diabeł. Ten rejs nie będzie dla nich pomyślny. Mani wykreował postaci pełne życia, pełne energii, pełne walczących w ich emocji. Sugestywne rysy charakterologiczne poszczególnych bohaterów powieści czynią z niej wspaniały thriller psychologiczny. Bo na pokładzie „Per Se” człowiek nie tylko zmaga się z oceanem, ale przede wszystkim z potworami własnej duszy.

„Statek” to dreszczowiec pierwszej klasy! To, że trzyma w napięciu i wciąga w swą fabułę, to mało. „Statek” wręcz narzuca wyobraźni swój diabelski rytm. Opisy płynącego frachtowca i szalejących burz powodowały, że niejako czułam to, co czują marynarze: opadający w dół a następnie unoszący się z falą w górę okręt, którym porusza wzburzony żywioł oceanu. Oczyma wyobraźni widziałam sfatygowany statek, o który uderzają fale. Widziałam nocne wędrówki załogi po pokładach okrętu. Czułam kołysanie podczas odpoczynku w kajutach. Czułam nadciągającą katastrofę…

„Pływanie to taniec ze śmiercią. A ten, kto tańczy ze śmiercią, nie umawia się na kolejny taniec. Człowiek nie prowokuje śmierci i nie igra z przeznaczeniem, to proste.”

Czy ktoś przetrwa ten diabelski taniec? Ech, nie mogę nic zdradzić.



Nie mogłam się oprzeć, by nie spojrzeć na mapę i nie zaznaczyć przynajmniej kilku punktów, korzystając z podawanego w powieści położenia geograficznego. Czerwone pinezki oznaczają początek i koniec rejsu, a żółte kilka położeń statku. Takie spojrzenie na mapę jest wielce pomocne, aby zrozumieć to, co działo się na statku i w głowach marynarzy. A weźcie pod uwagę, że nie działa komunikacja ze światem i silnik jest zepsuty…

15 komentarzy:

  1. Witam :)
    "Statek" czeka w kolejce, a po Twojej recenzji, zdecydowanie przepycha się do przodu.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasami lubię takie książki. Ale tylko czasami. Ponieważ dawno nie czytałam to chyba się skuszę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. och.
    to mi wygląda na świetny prezent pod choinkę :))

    Dzięki :)

    OdpowiedzUsuń
  4. wydaje się bardzo interesująca... Też uwielbiam sobie tak "przekładać" akcję na mapę :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Podoba mi się pomysł z mapą i pinezką :) Autor będzie gościem na Festiwalu Kryminału we Wrocławiu i sama zastanawiam się nad "Statkiem"

    OdpowiedzUsuń
  6. nieustająco mnie zadziwiasz :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Umiesz wzbudzić zainteresowanie i zaintrygować :) Przyda mi się kawał solidnej literatury.

    OdpowiedzUsuń
  8. Chętnie z nimi popływałbym, ale żona mnie nie puści. :-))

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobra reca! A ksiązka ląduje na mojej liście "zaopatrzeniowej:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ejże, mapką zdradzasz zakończenie :)
    Tez mi sie podobalo.
    opty

    OdpowiedzUsuń
  11. troche nie na temat ale na temat z mojego bloga, polecam Bomba Relogio christiny Branco z płyty Kronos izycze miłej zabawy:)

    OdpowiedzUsuń
  12. Elektryzująca, świetna recenzja! Książkę postaram się zdobyć, choć do literatury marynistycznej nie odczuwam szczególnego pociągu. Bardzo intryguje mnie natomiast Islandia i z przyjemnością sięgnę po powieść pochodzącego z tego kraju autora. Pomysł z mapką super!

    OdpowiedzUsuń
  13. No no no - zapowiada się świetnie xD
    Chciałabym przeczytać xD

    Pozdrawiam serdecznie^^

    OdpowiedzUsuń
  14. Już się boję, ale i tak sięgnę. Zbyt mocno mnie zachęciłaś, bym mogła zrezygnować :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Kurczę. Narobiłaś mi smaka :-)

    OdpowiedzUsuń

W związku z olbrzymią ilością spamu komentowanie jest możliwe tylko dla osób posiadających konto Google.