Miałam olbrzymią przyjemność przeczytać najnowszą książkę Michała Wikowskiego „Margot”. Przyjemność dzięki tej akcji/promocji.

Książkę autor opatrzył mottem z „Metamorfoz” Owidiusza: „W nową postać zmienione chcę opiewać ciała”. I właśnie przemianom będziemy się przyglądać. Przemianom doskonałym, groteskowym, złudnym, żenującym i opłakanym.
Najsampierw poznajemy tytułową Margot. Tajemniczy głos jej szeptał „idź w noc, idź w noc, zaparkuj, zatankuj i idź w noc...” i Margot szła w noc, na parkingi między tiry, w fioletowych pończochach i czarnych błyszczących butach za kolana, by się zabawiać, jakby jutra nie było. Ona, twarda kobieta, co nie jedno w życiu przeszła i nie jedno widziała. Margot, kierowca tira – chłodni, o niepospolitym charakterku i odwadze. Margot, symbol pospolitości i prostactwa. Margot, nocny motyl, królowa autostrad. Margot, studnia tajemnic i wieża Babel. Sacrum i profanum.
Michał Witkowski stworzył postać literacką, jakiej w naszej literaturze jeszcze nie było. Bohaterkę, przypominającą nieco gościa z piosenki Maryli Rodowicz.: „Sing - Sing, nazywają go (ją), bo ma w sobie coś takiego...” – niby z taką nikt nie chce mieć do czynienia, ale jednak coś w niej jest, jakaś prosta, piękna emocja, której w świecie gwiazd śpiewających na lodzie nie ma.
Margot jest uosobieniem tęsknoty za prostym pięknem, zwykłym i pozbawionym telewizyjnej złudy i blichtru. Jest nową bohaterką, stworzoną na miarę naszych czasów. A że czasy mamy ciekawe, jej osobowość jest też ciekawa. Nie można jej oceniać, tylko poprzez rozwiązłość seksualną i prostacki język, jakim się posługuje. Jest gwiazdą na swojej orbicie, po której mkną tiry.
A Michał Witkowski jest jej dłużnikiem, bo to ona jego wykorzystała, by się nam objawić.
Wiem, popadam w zachwyt, ale „Margot” Michała Witkowskiego jest książką, która niesamowicie mi się podoba. Wyczytałam w Dużym Formacie, że wersja pierwotna liczyła 800 stron, jednakże autor musiał ją skrócić. Jakże mi żal, że dostajemy tylko 200 stron. Ciekawość mnie zżera, co na pozostałych mogło się dziać. Bo w książce Witkowkiego cały czas coś się dzieje, nie ma przestojów, nie ma zbędnego lania wody, jest treść konkretna, dosadna i bezpruderyjnie śmiała. Nie piszę, że szokująca, bo samego pisania o seksualnych pożądaniach czy zabawach z grupą kierowców tirów, szokującą nazwać nie można. Jest zabawna i bezwzględnie urocza.
Margot to nie jedyna bohaterka książki. Jest jeszcze święta Asia od Tirowców oraz Waldek Mandarynka. Oni również mają swoje pięć minut.
Poznajemy historię Świętej Asi od Tirowców, czarującej kierowców swoim głosem przez CB-radyjko niepełnosprawnej dziewczyny (wszelkie aluzje przypadkowe, lektura wyjaśnia dlaczego). Asia to uosobienie kompleksów powierzchownej religijności, naiwnej uległości, fanatycznej spolegliwości. Dokonuje się cud, Asia wstaje z wózka inwalidzkiego i spotyka się ze swoimi wiernymi fanami – kierowcami tirów, by dać im noc pełną poezji.
Waldi Bacardi Mandarynka, to chłopak z Rudki pod Suwałkami, przystankers, który robi karierę w Warszawce. Staje się gwiazdą stolycy, bywa na salonach. Dostaje się do domu Wielkiego Brata, jest bożyszczem tłumów. Tańczyć nie umie, ale nagrał płytę i ma śpiewać na samym Sylwestrze na Rynku we Wrocławiu. Warszawski lans to jego styl. Do czasu wielkiego upadku...
I Asia i Waldi pojawiają się na drodze Margot, a cała historia dzieje się jednej nocy, dokładnie w ciągu 9 godzin przymusowego odpoczynku dla kierowcy tira.
W ciągu 9 godzin można przeczytać książkę Witkowskiego. O ile mamy poczucie humoru i olbrzymi dystans do polskich kompleksów i słabości. Bo Michał Witkowski jak nic, wyśmiewa się i parodiuje, szydzi i lekceważy, drwi i wyjaskrawia naszą płytką i kiczowatą pyszałkowatość i zarozumiałość. Trzech bohaterów, trzy style życia, trzy przemiany. Czy ktoś z nich objawia swoją prawdziwą naturę?
Książka jest przednia, rubaszna i zadziorna. Ma smak i zapach grillowanych kiełbasek, a przecież prawie wszyscy uwielbiamy kiełbaski z grilla.
BONUS:
Z bolącym sercem rozstanę się z książką i oddam ją osobie chętnej. A zatem, kto chce otrzymać ode mnie „Margot” niech zostawi jakiś znak w komentarzach. Czekam do dnia oficjalnej premiery „Margot”, czyli do środy 26 sierpnia 2009 r. (do godziny 20.00). Zwycięzcę wylosuję i czym prędzej książkę wyślę na podany w emailu adres.
A teraz idę w noc...
Dotychczasowe książki Witkowskiego przypadły mi do gustu, spróbuję zapewne więc i tej
OdpowiedzUsuńSpróbuję równieź u Ciebie:)
OdpowiedzUsuńCzytam sprzeczne opinie o tej knidze....poczekam na losowanie, może będę posiadaczką!
OdpowiedzUsuńUwielbiam wszystkie dotychczasowe:)
OdpowiedzUsuńNo i pragnę przeczytać także tę :)
Wpisałam się już u Matyldy (blog Słowem Malowane"), wpiszę się również u Ciebie :)
OdpowiedzUsuń"Barbara Radziwiłłówna z Jaworzna-Szczakowej" to jedyna książka jaką przeczytałam tego autora. Również jest rubaszna, jak to określiłaś. Bawiłam się przy niej przednio! Ale pachnie zapiekankami...:) Chętnie spróbuję tej pachnącej kiełbaskami...
OdpowiedzUsuńZostawiam znak, zachęcająca recenzja :)
OdpowiedzUsuńBardzo chętnie wezmę udział w losowaniu:)
OdpowiedzUsuńSpróbuję i u Ciebie wylosować ;)
OdpowiedzUsuńMatyldo, Ty może nie ruszaj w noc, no chyba, że z mężem ;)
Bardzo spodobał mi się ten wywiad z autorem w DF.
Ja też spróbuję szczęścia - może los się do mnie uśmiechnie na urodziny :) Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńCzytałam jedną książkę Witkowskiego, podobała mi się więc także dopisuję się do listy uczestników.
OdpowiedzUsuńA niech tam! Dołączam.
OdpowiedzUsuń"Lubiewo"
OdpowiedzUsuńzostawiam Matylda znak >-<
i czekam z niecierpliwością na losowanie :-)
Hyhy, a można tak wszędzie próbować? :) To jak można, to ja popróbuję :)
OdpowiedzUsuńZaciekawilas mnie, wciagnelas, ze az sie skusze na lekture :)
OdpowiedzUsuńZaciekawilas mnie, wciagnelas, ze az sie skusze na lekture :)
OdpowiedzUsuńno widzisz, a mnie nie podeszła...ale cieszę się, że mogłam sama się przekonać, że to zdecydowanie nie moje klimaty.
OdpowiedzUsuńWidzę że ksiązka bardzo ci się podobała.
OdpowiedzUsuńCzytałam kiedyś jego Fototapetę ale nie do końca.
Na pewno nie kupiłabym tej pozycji w księgarni może jak już to z biblioteki pożyczę jeśli będę mieć ochotę.
Akurat czytam książkę polskiej autorki.
Uff chyba jeszcze zdążyłam :) Zgłaszam sie do losowania :)
OdpowiedzUsuńOj, szkoda, że już po losowaniu... Ja nie miałam pojęcia, że Witkowski wydał nową książkę! Czytałam wszystkie jego dotychczasowe, i bardzo lubię jego prozę, koniecznie muszę tę nową zdobyć i przeczytać.
OdpowiedzUsuńMagnetyzująca recenzja, naprawdę rewelacyjnie to opisałaś, czytam 2 raz. I kusi mnie, by jednak dać szansę tej książce. Na przekór tym wszystkim raczej niepochlebnym opiniom na innych blogach, które mnie zniechęciły do lektury, bo zaczęłam przypuszczać, że jest nie dla mnie. Ale może jednak coś w niej znajdę dla siebie.
OdpowiedzUsuń