
Nie mam wątpliwości, że Marek Krajewski ma znakomity warsztat pisarski i jeszcze bardziej znakomity styl i język. Tak pięknie budowanych zdań, które dopiero czytane na głos ukazują całą swoją maestrię, dawno nie czytałam. Zresztą ta cecha książek Krajewskiego jest znana. Dbałości o poprawną polszczyznę może niejeden pozazdrościć. Na książkach Krajewskiego można się uczyć dobrej dykcji i intonacji. Bowiem język jego powieści jest ogromnie melodyjny. Miałam możliwość pobawić się w czytanie na głos, stąd wiem, jak przyjemnie się słucha tego pięknego stylu Krajewskiego.
Ale nie tylko język i styl są wartościami „Erynii”. Najważniejsza jest przecież fabuła, jej zawiązanie, rozwinięcie, epilog. U Krajewskiego każda opisana historia kryminalna jest skonstruowana z dbałością o najmniejsze szczegóły. Opisywany w „Eryniach” Lwów zachwyca homeryckimi wręcz opisami. Komisarz Edward Popielski znany już z „Głowy Minotaura” budzi tyleż samo sympatii, co antypatii. Jest postacią barwną, pełną emocji, zdecydowaną i konsekwentną. Budowanie postaci głównego bohatera, który na równi z kryminalną historią ma przyciągać uwagę czytelnika, to też znana cecha powieści kryminalnych. Im ciekawszy policjant/detektyw tym większa ciekawość i wrażenia z lektury kryminału. Choć ja wciąż wolę bardziej brutalnego Eberhada Mocka od nieco wtórnego i łagodniejszego Edwarda Popielskiego.
„Erynie” Marka Krajewskiego to dobra książka. Nie mogę powiedzieć o niej złego słowa. Jeśli ktoś jeszcze nie sięgnął po nią, to zachęcam. Jest tu brutalna zbrodnia na małym chłopcu, jest błaganie o litość, jest pragnienie zemsty. Jest też pragnienie śmierci. Jest również Wrocław, choć co poniektórym może się wydać to dziwne, bo przecież miejscem akcji jest Lwów. Ale widać Marek Krajewski za bardzo kocha swój Wrocław, by o nim nie pisać.
Okładka ''Erynie" przyciąga , więc pewnie niedługo po nią sięgnę :)
OdpowiedzUsuńNie czytałam jeszcze "Głowy Minotaura" więc nie jestem w temacie :) ale czytałam kilka niezbyt pozytywnych opinii o Eryniach - chociaż wydaje mi się ze wynika to z porównywania do serii o Mocku która była świetna. Mroczna, brudna, stęchła i ten Wrocław tak świetnie pokazany.
OdpowiedzUsuńOkładka świetna.
Twoja recenzja idealnie wpisuje się w moje odczucia co do "Erynii". Napisałam recenzje bardzo zbliżoną do Twoich odczuć. Mało wyrazisty bohater, czegoś brakuje w całości...
OdpowiedzUsuńWolę Mocka. Jednakże tak jak napisałaś - Krajewskiego czyta się dobrze i czekam na jego kolejną książkę...Oby szybko.... :)
Powala mnie okładka...
OdpowiedzUsuńMam takie same odczucia, dawno już czytałam tę książkę, ale zdawała mi się być pozbawioną tego CZEGOŚ, po prostu- poprawny kryminał, choć z nieźle narysowanymi postaciami.
OdpowiedzUsuńJakby Krajewski popełnił Erynie z nudów ...
Z biblioteki przytargałam ostatnio "Głowę Minotaura" Krajewskiego. Nie wiem, czy nie jest to przypadkiem pierwsza (lub kolejna) część cyklu w skład którego wchodzą także "Erynie".
OdpowiedzUsuńSwoimi powieściami o Breslau Pan Krajewski mnie zdecydowanie zgniótł, sponiewierał i jednocześnie przeraził. Co nie zmienia faktu, że bardzo mi się podobało :)
Szkoda byłoby, gdyby "Erynie" nie wywołały u mnie podobnych wrażeń...