"Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią."

"Malina" Ingeborg Bachmann

niedziela, 9 października 2011

"Sztuka wskrzeszania" - Hernan Rivera Letelier


Dawno nie czytałam tak dziwacznej książki. Skuszona tytułem sięgnęłam po powieść chilijskiego pisarza Hernana Riverę Leteliera i po jej przeczytaniu mam mieszane uczucia. Ni to dobra komedia, choć nie wątpię, że powstałby z tego świetny film komediowy. Ni to groteska, choć główny bohater, znany jako Chrystus z Elqui, jest na wskroś groteskową postacią. Pasuje mi do „Sztuki wskrzeszania”, bo o tej książce mowa, miano surrealistycznej satyry.
Hernan Rivera Letelier odważnie zakpił ze świętoszkowatości, z dewocji, z fałszywej pobożności. Wyładował się z olbrzymim pokładem ironii i szyderstwa na bogobojności sztucznych proroków. Bo raczej nie sądzę, aby przyświecał mu inny cel. „Sztuka wskrzeszania” to totalna kpina, ubrana w surrealistyczny kostium. Chrystus z Elqui to autentyczny wariat i błazen, o którym naiwni ludzie mówią, że jest nowym wcieleniem Jezusa Chrystusa.
Jako, że mój stosunek do religii chrześcijańskiej jest negatywny i denerwują mnie wszelkie objawy ingerowania jej w życie człowieka, z tym większą ciekawością czytałam powieść Leteliera, mając jednocześnie lekką satysfakcję, że ktoś zakpił z naiwności ludzi. Z jednej strony bawiło mnie to, że autor wyśmiał pewne elementy tejże religii, która doprowadza niekiedy do zbiorowej histerii. Z drugiej jednak strony momentami miałam wrażenie, że gdyby usunąć wszelkie humorystyczne akcenty, byłaby to książka propagandowa. Jednakże wszechobecny humor i czytelna drwina utwierdzają mnie w przekonaniu, że „Sztuka wskrzeszania” to parodia hagiografii. Bo oto śledzimy wędrówkę Dominga Zarate Vegi, przemierzającego pustynię Atakamę i zatrzymującego się w licznych miasteczkach i wioskach, aby głosić tam słowo boże i sypać z rękawa licznymi mądrościami. Historia staje się weselsza w momencie, kiedy wędrowny kaznodzieja przybywa do osady górniczej, powszechnie nazywanej Syfem, w której mieszka Magalena Mercado – słynąca na całą okolicę ze swoich umiejętności prostytutka, która darzy szczególną czcią Matkę Boską Szkaplerzną. Brzmi absurdalnie, prawda? Ale to nie wszystko. Chrystus z Elqui chce bowiem uczynić z Magaleny Mercado swoją uczennicę, która do końca życia będzie mu wiernie służyć i jednocześnie zaspokajać chuć kaznodziei.
Postaci wykreowane przez Leteliera charakteryzują się nieprzewidywalnością i oryginalnością. Ich historie są opowiedziane z pewnego rodzaju subtelnością i ogromnym przekonaniem. Domingo Zarate Vega cierpi na „przewlekłe delirium mistyczne” i to tłumaczy jego szczególną osobowość. Z powieści Leteliera bije nie tylko absurdalny humor. Wyczuwalny jest ogromny dystans wobec wiary i fałszywych treści, których żadna religia nie jest w stanie uniknąć. Nie podejrzewam, że pisarz chciał zakpić z religii chrześcijańskiej, chciał raczej zakpić z różnej maści manipulatorów pojawiających się wśród ludzi. Chciał wyjaskrawić problem naiwności prostych ludzi, którymi można sterować, bo ich wiara jest ślepa. Ukazał bigoterię w sposób rewelacyjny. I tak, jak z początku miałam zamiar napisać, że ta książka jest średniej jakości, tak teraz wypada mi stwierdzić, że ten mało znany chilijski pisarz zaskarbił sobie moją sympatię. Co ważne, czytając „Sztukę wskrzeszania” wyczuwałam tę południowoamerykańską manierę, której w Europie próżno szukać. Łączenie realizmu z baśniowością, balansowanie na granicy normalności i szaleństwa a także ogromny dystans do świata.

1 komentarz:

  1. hehe, dobre. też mam tą książkę, a biorąc pod uwagę, że mieszkam w dosc dziwnym miescie jesli chodzi o religię i narzucanie ludziom wierzącym, czy też nie, nauk przez magafony w centrum, będzie to dla mnie niezła uczta ;))) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń

W związku z olbrzymią ilością spamu komentowanie jest możliwe tylko dla osób posiadających konto Google.