
Sławny utwór "Love Will Tear Us Apart" był mi znany, ale chyba wstyd się przyznać, że nie widzialam czyja to piosenka.
Film opowiada o życiu i śmierci Iana Curtisa, wokalisty Joy Division. O smutnym życiu człowieka, który według mnie, zbyt szybko wkroczył w dorosłość. Był rozdarty pomiędzy życiem rodzinnym (żona i córeczka), inną kobietą, rosnącą sławą i muzyką. Stracił kontrolę nad samym sobą, nie wytrzymał ciężaru rzeczywistości, w wieku 23 lat popełnił samobójstwo.
Historia Iana Curtisa jest opowiedziana bez zbędnych środków, którymi karmi się nas w kinie amerykańskim. Jest prostą, czystą i spokojną opowieścią; nawet fakt, że jest to film czarno-biały ma olbrzymie znaczenie. Mnie film wzruszył.
Już od dawna zdaję sobie sprawę, jak wielu ludzi przeżywa ten tragiczny ból egzystencjalny. Ta nadwrażliwośc bywa przekleństwem.
A tak chciałoby się mieć kontrolę nad życiem...
Tylko czy ta kontrola to jest tak naprawdę coś dobrego?
OdpowiedzUsuńMoże i dobrze że nie zawsze wszystko mamy w życiu poukładane.
O filmie tym nie słyszałam.
Droga Judytto, myslę, że warto zobaczyć ten film. Choć życie Iana Curtisa nie odbiega od pewnego wzorca, który daje się zauważyć u większości artystów - buntowników,i kończy się samobójczą śmiercią, warto co jakiś czas przypominać sobie o tych ludziach. Idol ma to do siebie, że oddziaływuje na swoich fanów, jak przekleństwo, choć nie zawsze tego chcielibyśmy. Wyrywa się w duszy wrażliwych ludzi. Moglibyśmy wymienić wielu takich, z branży muzycznej, filmowej, czy nawet ze świata literatury. Ja o nich chcę pamiętać.
OdpowiedzUsuńCo do kontroli: faktycznie, pewnien nieporządek w życiu jest również potrzebny. Dzięki niemu myślimy, zastanawiamy się i rozwijamy się. Bynajmniej ja.