"Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią."

"Malina" Ingeborg Bachmann

poniedziałek, 13 października 2008

„Piąte dziecko” - Doris Lessing


Nigdy nie czytam przypadkowych książek. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale spora część czytanych przez mnie lektur w bardziej lub mniej wyraźny sposób odbija się na moim życiu, lub też ma z nim jakiś związek.

Ja prawdopodobnie nigdy nie będę miała prawdziwej, tradycyjnej rodziny, tzn. przykładnego męża i gromadki uroczych i dobrych dzieci. Taki widać mój los. Nie każdemu jest dane uczestniczyć w życiu rodzinnym.

Dlatego tym bardziej uważnie czytałam „Piąte dziecko” zeszłorocznej noblistki Doris Lessing. Czytałam i zastanawiałam się jak bardzo ludzie potrafią być nieszczęśliwi, pomimo osiągnięcia po części założonych w młodości celów. Życie bywa brutalne i dla ludzi o szlachetnych sercach. Posiadanie dużej rodziny, spędzanie świąt w dużym rodzinnym gronie może mieć drugie dno. Dzieci mogą dać szczęście, pozwalają spełniać się. Ale mogą też być cierpieniem. W książce Lessing urzekło mnie uniwersalne tło opowiedzianej historii. Ben, obce dziecko, czarna owca w rodzinie, niechciany i niekochany chłopiec jest symbolem wszystkich cech, których nie chcielibyśmy widzieć we własnym dziecku. Ben uosabia to, co nienormalne i nienazwane. To nie jest zemsta losu. To jest właśnie los. Szczęście jest tak samo przypadkowe, jak i nieszczęście. A rodzina?
„Ludziom wbito do głowy, że życie rodzinne jest najlepsze. To już przeszłość.”

Kupuję Doris Lessing. Powiem więcej, jej sucha, beznamiętna i bolesna historia chwyciła mnie za serce. Są takie prawdy, których ludzie się boją, których nie akceptują i dlatego wolą trwać w kłamstwie. Historia Harriet i Dawida, którym los podarował piąte dziecko, to bolesna prawda, przed którą nie ma ucieczki. Prawda o tym, że w tym życiu może się zdarzyć naprawdę wszystko, choćbyśmy nie wiem jak byli dobrzy, uczciwi, kochający i rodzinni.

14 komentarzy:

  1. Matyldo, jestem zachwycona Twoją recenzją. Naprawdę czapki z głów. Konkretnie, na temat, a jednocześnie oddałaś to, o co w niej chodzi. Szacun;)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie czytałam, ale siegnę.
    martwi mnie jedynie twój pesymizm co do własnej sytuacji,ale byćmoże masz ku temu powody. nie wiem.
    pozdrawiam i dziekuje za recenzję.

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę te ksiązkę mieć na oku-zaciekawiła mnie
    jolad6

    OdpowiedzUsuń
  4. Doris Lessing jest mądrą kobietą i naprawdę dostrzega w otaczającym nas świecie to, co chciałoby się ukryć. Niedługo sięgnę po jej następną książkę.
    Gratuluję recenzji:)

    OdpowiedzUsuń
  5. Robię podchody do Doris od dłuższego czasu, ale zawsze tyle jej powieści na półce, że nie wiem od czego zacząć, żeby nie "spalić".
    A co do non-married type - nie jesteś w tym osamotniona ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mnie strasznie denerwowali rodzice Bena. I to nie w momencie, gdy w ich gniazdku pojawił się Ben, tylko od samego początku. Naiwni, egocentryczni, z pretensjami do tego losu, o którym tak ładnie napisałaś: będziemy szczęśliwi, i basta! Irytowali mnie okropnie.

    Ale powieść długo i mocno we mnie siedziała. Niestety, nie znalazłam już nic tak dobrego tej autorki. Po "Podróż Bena" boję się sięgnąć. Powstrzymuje mnie lęk przed przeżyciem podobnych emocji, jak w "Piątym dziecku".

    I zgadzam się z opinią Chiary: świetnie napisana recenzja :) Taka elegancja umiaru a przy tym niezwykle treściwa. Talent, Koleżanko :)))

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję Wam za Wasze słowa. Uważajcie, bo wpadnę w narcyzm. Ja do swojego pisania mam wiele zastrzeżeń, ech...
    *Orchisss - męża mam, więc non-married type mnie nie dotyczy, ale chyba za dużo od życia ogólnie chcę...

    OdpowiedzUsuń
  8. http://brulionbeel.blox.pl/html14 października 2008 21:49

    Bardzo mi się spodobała Twoja recenzja- od dawna czytam Cię regularnie- i umiesz uchwycić TO COŚ w recenzji. Nie lubię, gdy ktoś zdradza, że zabójcą jest ogrodnik:)i wiem, że u Ciebie tego na pewno nie będzie. Ale dość już tego w....stwa:) Też mi się marzy przeczytanie Lessing. A Twoja recenzja dała mi do myślenia, bo ja chyba naprawdę wierzę, że moja rodzina da mi szczęście-życie zweryfikuje. Chciałabym, by tak pozostało.....- do następnego czytania:)

    OdpowiedzUsuń
  9. i u mnie o tej książce. Poruszyła mnie i dała do myślenia jeszcze przez dłuższy czas.pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. a z pierwszymi Twymi zdaniami jakoś mi do twarzy, widocznie i mój los taki:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Na mnie ta książka też zrobiła ogromne wrażenie. Może dlatego, że gdzieś w głębi serca mam całkiem podobną wizję, jaką realizowali z takim uporem Harriett i Dawid - rodzinny dom z gościnnymi pokojami i wielkim stołem, wspólne wycieczki, moje i siostry dzieci bawiące się razem, przyjaciele przyjeżdżający do nas...Ta książka pokazuje jak kruche sa takie marzenia, jak naiwne. Pięknie napisałaś, że Ben to "zemsta losu" ale sam los właśnie. Zgadzam się z przedmówcami - bardzo udana recenzja!

    OdpowiedzUsuń
  12. miało być "Ben to nie zemsta losu" :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Słyszałam już pozytywne opinie o "Piątym dziecku", ale to pierwsza recenzja tej książki, którą miałam okazję przeczytać. Niedawno skończyłam "Trawa śpiewa" i jestem pod wrażeniem. Po "Piąte dziecko" na pewno sięgnę, ale za jakiś czas. Czuję, że czytanie książek Lessing jedna po drugiej jest trochę ponad moje siły. W przerwie wezmę się za coś weselszego ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. Hej Matylda, swietna recenzja. Wrzucam sobie na liste do przeczytania!
    Monie_pl

    OdpowiedzUsuń

W związku z olbrzymią ilością spamu komentowanie jest możliwe tylko dla osób posiadających konto Google.