"Czytanie jest nałogiem, który może zastąpić wszystkie inne nałogi lub czasami zamiast nich intensywniej pomaga wszystkim żyć, jest wyuzdaniem, nieszczęsną manią."

"Malina" Ingeborg Bachmann

wtorek, 21 kwietnia 2009

„Vicky Cristina Barcelona”



„Vicky Cristina Barcelona” – film Woodego Allena. Dosłownie w ogóle Woodego Allena w filmie nie ma. Ale historia trójkąta, czy też może raczej czworokąta miłosnego, to typowe fantazje dla mistrza Allena. Mimo, że on sam nie pojawia się w filmie, swój neurotyczny i momentami absurdalny charakter nadaje filmowym postaciom.

Vicky jest porządną i rozsądną młodą Amerykanką. Nie szuka przygód, nie marzy o szaleństwie. Ma poukładane życie i konkretne plany na przyszłość. Jest osobą trzymającą fason, boi się osób o rozchwianej emocjonalnie naturze. W obliczu nieprzewidzianego zauroczenia malarzem Juanem Antonio jej życiowe kredo legnie w gruzach. Boi się tej fascynacji, ale nie jest w stanie przestać o nim myśleć.

Cristina to przeciwieństwo Vicky. Szalona, odważna, poszukująca nowych wyzwań i doznań. Pewna siebie i swoich uroków kokietka, korzystająca z uroków życia. Nie boi się związku z Juanem Antonio. Do czasu ...

Maria Elena, była żona Juana Antonio Gonzalo. Zwariowana, choleryczna, artystka z zacięciem destrukcyjnym. Nieposkromiona złośnica, nie potrafi żyć bez byłego męża. Odnosi się wrażenie, że ciągłe konflikty między byłymi małżonkami są tylko wstępem do prawdziwej miłości. Miłości szaleńczej, gwałtownej, pełnej wzlotów i upadków, awanturniczej i niebanalnej. O spokoju w ich towarzystwie nie ma mowy.

Juan Antonio Gonzalo to kataloński malarz o charakterze donżuana. Umiejętnie wykorzystuje swój czar osobisty do zdobywania kobiet. Kocha kobiety i nie umie bez nich żyć. Ale najbardziej nie umie żyć i tworzyć bez swojej byłej żony.

I wydawałoby się, że ta historia 3 kobiet i 1 mężczyzny, między którymi dochodzi do miłosnych przygód, nie może być dobrym filmem, bo temat niby banalny. Ale ponieważ w taki układ, w tą historię, reżyser filmu włożył swój specyficzny humor, dzięki temu film zyskał na uroku.

Na uwagę zasługuje wspaniała gra Penelope Cruz. Gdyby nie ona, film straciłby mnóstwo. Sceny, w których się pojawia są magnetyzujące. I to ona wypełnia w filmie tą lukę, którą w innych filmach wypełnia sam Woody Allen. A to bardzo ważna luka. Mam wrażenie, że Penelope Cruz akurat w tym filmie, to żeński odpowiednik niespokojnego i przewrażliwionego Woodego Allena.

W filmie wyczuwalne jest olbrzymie napięcie erotyczne. Niemalże w każdej scenie. Ale to przecież charakterystyczne dla Allena mającego fioła na punkcie pięknych kobiet.
Również zauważalna, a raczej uderzająca po uszach, jest ścieżka dźwiękowa. Przepięknie oddająca atmosferę Barcelony i naturę samych Hiszpanów.
Miłośnicy Barcelony mogą się również delektować widokami tego miasta.

Ostatnia scena filmu mnie powaliła. Zbolałe miny Vicky i Cristiny opuszczających Barcelonę, zasługują na gromkie brawa. Są niepocieszone i z wyrzutami sumienia, przeżyły w Barcelonie niesamowite lato i z całą pewnością nie zapomną tego do końca życia.

Powiem na koniec tak: gdyby to nie był film Woodego Allena i gdyby w nim nie wystąpili wspaniali aktorzy, nikt głośno o tym filmie nie mówiłby. Bo tak naprawdę nie jest to rewelacyjny ani genialny film. Ot, po prostu znakomita komedia z iście allenowskim humorem. Ale w tym humorze jest pies pogrzebany. I ja to kupuję.

17 komentarzy:

  1. film widziałam już jakiś czas temu, i dzięki niemu polubiłam w końcu Allena.
    Uważam że film i historia sama w sobie jest świetna, taka całkiem dobra komedia i podpisuję się d tego co napisałaś, gdyby nie aktorzy, gdyby nie ten reżyser, no film pewnie nie byłby zauważony...

    Gra Penelopy jest fenomenalna... Mimo iż rola była drugoplanowa, to przyćmiła pozostałe aktorki... Byłam pod jej ogromnym wrażeniem... Kibicowałam jej przy rozdaniu Oskarów, dlatego cały czas się cieszę że dostała Oskara za drugoplanową rolę za grę tym właśnie filmie... choć przydałby się jej Oskar jeszcze za Elegy, ale niestety nie była nominowana.

    OdpowiedzUsuń
  2. Penelope jest w filmie rewelacyjna. Zasłużenie dostała Oscara za tę rolę. Gdyby jej zabrakło w obsadzie, byłaby to porażka Woody Allena. A on zresztą ostatnio kręci raczej średnie filmy. I tutaj aktorzy obronili swoimi kreacjami tyłek "pana Zeliga". Dodam jeszcze, że bez Javiera Bardema też nie widziałbym tego obrazu. Na poziomie! No już na koniec: Cruz i Bardem to ulubieni aktorzy Almodovara, którego bardzo cenię.

    OdpowiedzUsuń
  3. jak go kiedyś zobaczę, to pewnie też mi się spodoba, tak coś czuję;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam ten film od jakiegos czasu i nie mogę się zdecydowac żeby go w końcu obejrzeć :) Ale Twoja recenzja trochę mnie to tego momentu przybliżyła :)
    A Allena uwielbiam, choc najbardzej filmy z lat 70tych :)

    OdpowiedzUsuń
  5. jaka jestem ciemniaczka, nie widziałam tego filmu, już nawet nie chodzi o Woody Allena, który średnio na mnie działa ze swoja twórczością, ale Penelopę to ja lubię i dzięki Matyldo z bractwem blogerowym na czele, w końcu obejrzę.

    miłego dnia

    OdpowiedzUsuń
  6. Allen mnie denerwuje.
    Mistrz wielu denerwuje z wiadomych im (i innym) powodow. Ale i tak pojde, pojde...;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wiesz, miałam bardzo podbne zdanie po objerzeniu tego filmu! za mało Woodiego w Allenie, do czasu pojawienia sie Cruz nudy, a Barcelona mocno cukierkowa (tylko w filmie w parku Guel moze byc tak w srodku sezonu!).Jak na ironie po powrocie z kina moglam obejrzec rewelacyjny Matchpoint (Wszystko gra) w TV. I jeszcze bardziej sie przekonałam, że najnowszego Allena trudno nazwac arcydziełem.

    OdpowiedzUsuń
  8. Film bardzo przypadł mi do gustu, ale wciąż nie mogę pozbyć się ogromnego wrażenia, jakie wywarły na mnie dwa poprzednie filmy Allena, poruszające problematykę "Zbrodni i kary", dlatego dopiero po dłuższym zastanowieniu mogę orzec, że "Vicky Cristina Barcelona" naprawdę mi się podobał, ale nie jest moim ulubionym filmem Allena.
    Zgadzam się, że Penelope fenomenalna. Niestety Johanson wypadła przy niej bardzo słabo, co w kontekście filmu "Match Point" bardzo mnie rozczarowało.

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Masz u mnie kochana Oskara :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Zgadzam się, jest w tym filmie jakieś ciepło, które potrafi stworzyć tylko Allen, tak pokazać banalną historię, że staje się przyjemnym filmem wartym zapamiętania.

    OdpowiedzUsuń
  11. dobra recenzja. JA uwielbiam allena a ten film już szczególnie

    OdpowiedzUsuń
  12. ja ciągle nie mogę się przekonać do allena. z różnych recenzji wynika, że "powinien mi się podobać", ale w praktyce - jakoś na mnie nie działa. dlatego pomimo, że recenzje są raczej zachęcające, tym razem powstrzymam się przed pójściem do kina...

    OdpowiedzUsuń
  13. troche narobiłaś mi smaka na ten film :))
    Aczkolwiek czekam teraz na "Tatarak " z K.Jandą.....

    OdpowiedzUsuń
  14. Bardzo chciałabym zobaczyć ten film może uda się jeszcze móc obejrzeć go w kinie czego bardzo bym sobie życzyła :))

    OdpowiedzUsuń
  15. Zgadzam się z Tobą co do tego filmu, jednak mi bardziej niż Penelope przypadła do gustu gra Scarlett. Chociaż oczywiście Penelope miała rolę bardzo ważną.
    Co do tego, że gdyby nie był to film Allena to nikt by o nim głośno nie mówił. Może to i racja, ale to dlatego że nikt inny nie poskładał by tak zręcznie takiego banału :)

    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Doskonale podsumowałaś ten film, historia jest w zasadzie banalna, ale tu chodzi o to "jak" jest opowiedziana. A opowiedziana jest lekko i oryginalnie! Nam z Chiquitem ten film się bardzo podobał, i zgadzam się, że Penelope jako niezrównoważona artystka jest rewelacyjna. A trójkąt miłosny ze Scarlett, jako "trzecim brakującym elementem" jej związku z Bardemem, po prostu powalił mnie na kolana! Tego jeszcze w kinie nie widziałam:).
    Najbardziej jednak identyfikowałam się w tym filmie z Vicky - i smutno mi bardzo było, kiedy wyjeżdżała z Barcelony, by prowadzić takie samo "nie swoje", życie, jak starsza Judy.

    OdpowiedzUsuń
  17. Powalający w tym filmie jest narrator. Jest zabawnie szczegółowy w swych relacjach. Film pokazuje drogę dwóch (trzech?) kobiet do szczęścia. Vicky z pozoru nie szukająca przygód, zagaduje swoje pragnienia, ale ulega malarzowi Antonio. Ten z kolei zdobywa kobiety w rutynowy sposób - gadki o rodzinie, dzieciństwie, sztuce. Banalne wyznania zamiast ostrzec, fascynują w początkowej fazie poznania. Trudno nie zrozumieć Vicky. Jej narzeczony nie jest Hiszpanem - ognistym i nieprzewidywalnym. Tak Vicky jest postacią, która najbardziej zapadła w mą pamięć. A Barcelona? Szkoda, że zamiast sztampowych zabytków Allen nie skupił się na pokazaniu innych odcieni miasta. Może to hołd oddany europejskiemu widzowi?

    OdpowiedzUsuń

W związku z olbrzymią ilością spamu komentowanie jest możliwe tylko dla osób posiadających konto Google.