
Stał na półce i czekał od kilku tygodni na obejrzenie. Hiszpański film „W stronę morza” z rewelacyjną rolą Javiera Bardema. Poruszająca historia sparaliżowanego Ramona, pragnącego godnie umrzeć. Wczoraj przeżywałam tę historię równolegle z obrazem pojawiającym się na ekranie telewizora. Przeżywałam, bo film jest oparty na faktach. Przeżywałam, bo film porusza bardzo delikatny temat. Eutanazja, to coś „be”, to coś, co w rozmowach wywołuje silne emocje i lepiej nie ruszać tego tematu. Zgodnie z zasadą, czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal. Jest to film, który niesie ze sobą olbrzymi ładunek emocjonalny, bo wobec treści filmu nie sposób przejść obojętnie. Ramon walczył w sądach o eutanazję, kochał życie, mnóstwo ludzi jego kochało, jednak nie godził się na życie w takim wymiarze, na jaki los go skazał. Nawet w laickiej Hiszpanii sprawa eutanazji, jak widać, to kwestia ciągle dyskusyjna. Oglądając ten film widziałam człowieka pewnego swojej decyzji. Ale widziałam też jego przyjaciół i rodzinę, która z szacunku i miłości do niego, przeżywała swój wewnętrzny dramat. Ramon popełnił ostatecznie samobójstwo, jak sam mówił pomogli mu w tym ludzie, a dokładnie ich ręce, jednak odpowiedzialny za swą śmierć jest on sam. Spróbowałam się postawić w jego sytuacji, spróbowałam się postawić w sytuacji jego rodziny. I nie znalazłam dla siebie odpowiedzi, kto ma rację. Nie potępiam go za to, co zrobił, ale też trudno mówić o podziwie. Stoję na rozdrożu, bo nie wiem, jaką opcję bym wybrała. Nie chcę tu ani bronić prawa do eutanazji, ani też protestować przeciwko. To sprawa bardzo delikatna, a może i bardzo intymna. Dlatego rozumiem Ramona i jego słowa: życie to prawo, nie obowiązek. Film został wzbogacony o przepiękną warstwę muzyczną, m. in. można usłyszeć arię Nessun Dorma z opery Pucciniego "Turandot", czysta poezja...
Hiszpania laicka?
OdpowiedzUsuńDo Joanny: owszem, ideologiczny laicyzm w Hiszpanii istnieje, znalazałam np. taki tekst: http://sunday.niedziela.pl/artykul.php?lg=pl&nr=200409&dz=swiat&id_art=00015
OdpowiedzUsuńTo nie ja wymyśliłam ;-)
słyszałam dobre opinie, ale sama się raczej za ten film nie wezmę...nie przerabiam, potem mam doła po czymś takim...teraz mi wystarczyło obejrzeć biografię Edith Piaf i też się zdołowałam...potrzebuję czegoś radosnego...
OdpowiedzUsuńWidziałam ten film chyba ze dwa razy, wywarł na mnie ogromne wrażenie. Ogromnie podziwiałam heroizm bohatera, jego upór i konsekwencję w dążeniu do celu. Myślę, że nawet w jego sytuacji trzeba mieć ogromny hart ducha, by tak konsekwentnie nie chcieć żyć. Wcale się nie dziwię, że jego osobowość tak fascynowała otaczające go kobiety, które pomagały mu w walce. Ten film stawia bardzo niełatwe pytania i masz rację, że muzyka jest wyjątkowa. Chyba nabrałam ochoty zobaczyć go jeszcze raz, pomimo że temat przygnębiający:)
OdpowiedzUsuńja go oglądałam baaaardzo dawno, no i oczywiscie nie musze mówić że płakałam co 5 minut...najbardziej zaskoczyła mnie realność.
OdpowiedzUsuń